Wiola.
Witamy ponownie. Widzę, że od października nic nie było pisane.
To wszystko minęło tak, cholernie szybko..za szybko. Teraz już mamy luty. Rok szkolny powoli dobiega do końca. Jak planowałam się uczyć tak nic z tego nie wyszło...
Niesamowite jak wiele się zmieniło w ciągu pięciu miesięcy. Chciałabym to wszystko opisać, ale zajęłoby mi to chyba cały dzień, a więc w skrócie. Do grudnia było pięknie. Związek układał mi się idealnie a myśl, że Klaudia nie długo wyjeżdża jakoś nie męczyła mnie tak jak teraz. Wydawało się, że jeszcze wieki do tego, a te kilka miesięcy zleciało jakby jeden dzień.
Jak się czuję z myślą, że nie długo zostanę tu sama ? beznadziejnie. Już czuję tą przeszywającą do kości pustkę. Boję się, że nie poradzę sobie bez Klaudii, bo oprócz niej nie mam tu nikogo. Jedynie Radek...ale on nie jest w stanie zastąpić mojej przyjaciółki. To tylko facet. Oni nigdy, nic nie zrozumieją.
________
Zasnęłam...Poczułam błogi spokój gdy nagle go przerwano.
Kolejny koszmar z którego nie mogę się wybudzić.
Znów ta sama czarna postać...
Trzymająca nóż w ręku z przerażającym uśmiechem na zdeformowanej twarzy.
Zaczynam biec...
Szkło rani moje bose stopy.
Zimny deszcz spada na moje pół nagie ciało.
Mroczna postać rusza za mną w pogoń.
Uciekam w ciemny las.
Przedzieram się przez zarośla raniąc każdą część ciała.
Krew spływa cienkim strumykiem z głębokich ran.
Nagle upadam...Potykam się o zwłoki jakiejś kobiety.
Patrzę ze łzami w oczach na jej zmasakrowane ciało.
Moje serce zaczyna coraz szybciej bić.
Ogarnia mnie paniczny strach.
Nie mogę się ruszyć.
Ciemna postać jest coraz bliżej mnie.
Próbuję się podnieść.
Czuję ostry ból w plecach.
Widzę jak z piersi wyłania się tępy nóż.
To boli.
Upadam na kolana.
Czuję jak krew wypływa mi z rany z której mężczyzna właśnie wyjmuje narzędzie.
Zalana łzami i krwią podnoszę się i resztkami sił próbuję biec dalej.
Moje serce bije coraz wolniej.
Zrezygnowana zatrzymuję się i padam na zimne, mokre, jesienne liście.
Dławiąc się łzami błagam go aby mnie zabił.
Zza pleców słyszę jego szyderczy śmiech.
Nagle czuję jak wszystkie moje kończyny się wykręcają.
Pragnę śmierci jak nigdy dotąd.
Krzyczę z bólu.
Wykrzykuję najbardziej plugawe przezwiska skierowane do mordercy.
Obracam głowę i widzę jak wielki głaz wznosi się w górę i kieruje się w moją stronę.
Jest nade mną.
Unosi się jeszcze wyżej...i spada.
Zamykam oczy...umieram.
Po chwili otwieram je.
Widzę jak promienie słońca próbują wedrzeć się do pokoju zza zasuniętych rolet.
Powoli dochodzi do mnie, że był to jedynie kolejny zły sen.
Siadam na łóżku i zaczynam płakać, bo wiem, że tej nocy będzie gorzej.
moje, bezsensowne, nocne wypociny.
____
To wszystko minęło tak, cholernie szybko..za szybko. Teraz już mamy luty. Rok szkolny powoli dobiega do końca. Jak planowałam się uczyć tak nic z tego nie wyszło...
Niesamowite jak wiele się zmieniło w ciągu pięciu miesięcy. Chciałabym to wszystko opisać, ale zajęłoby mi to chyba cały dzień, a więc w skrócie. Do grudnia było pięknie. Związek układał mi się idealnie a myśl, że Klaudia nie długo wyjeżdża jakoś nie męczyła mnie tak jak teraz. Wydawało się, że jeszcze wieki do tego, a te kilka miesięcy zleciało jakby jeden dzień.
Jak się czuję z myślą, że nie długo zostanę tu sama ? beznadziejnie. Już czuję tą przeszywającą do kości pustkę. Boję się, że nie poradzę sobie bez Klaudii, bo oprócz niej nie mam tu nikogo. Jedynie Radek...ale on nie jest w stanie zastąpić mojej przyjaciółki. To tylko facet. Oni nigdy, nic nie zrozumieją.
________
Zasnęłam...Poczułam błogi spokój gdy nagle go przerwano.
Kolejny koszmar z którego nie mogę się wybudzić.
Znów ta sama czarna postać...
Trzymająca nóż w ręku z przerażającym uśmiechem na zdeformowanej twarzy.
Zaczynam biec...
Szkło rani moje bose stopy.
Zimny deszcz spada na moje pół nagie ciało.
Mroczna postać rusza za mną w pogoń.
Uciekam w ciemny las.
Przedzieram się przez zarośla raniąc każdą część ciała.
Krew spływa cienkim strumykiem z głębokich ran.
Nagle upadam...Potykam się o zwłoki jakiejś kobiety.
Patrzę ze łzami w oczach na jej zmasakrowane ciało.
Moje serce zaczyna coraz szybciej bić.
Ogarnia mnie paniczny strach.
Nie mogę się ruszyć.
Ciemna postać jest coraz bliżej mnie.
Próbuję się podnieść.
Czuję ostry ból w plecach.
Widzę jak z piersi wyłania się tępy nóż.
To boli.
Upadam na kolana.
Czuję jak krew wypływa mi z rany z której mężczyzna właśnie wyjmuje narzędzie.
Zalana łzami i krwią podnoszę się i resztkami sił próbuję biec dalej.
Moje serce bije coraz wolniej.
Zrezygnowana zatrzymuję się i padam na zimne, mokre, jesienne liście.
Dławiąc się łzami błagam go aby mnie zabił.
Zza pleców słyszę jego szyderczy śmiech.
Nagle czuję jak wszystkie moje kończyny się wykręcają.
Pragnę śmierci jak nigdy dotąd.
Krzyczę z bólu.
Wykrzykuję najbardziej plugawe przezwiska skierowane do mordercy.
Obracam głowę i widzę jak wielki głaz wznosi się w górę i kieruje się w moją stronę.
Jest nade mną.
Unosi się jeszcze wyżej...i spada.
Zamykam oczy...umieram.
Po chwili otwieram je.
Widzę jak promienie słońca próbują wedrzeć się do pokoju zza zasuniętych rolet.
Powoli dochodzi do mnie, że był to jedynie kolejny zły sen.
Siadam na łóżku i zaczynam płakać, bo wiem, że tej nocy będzie gorzej.
moje, bezsensowne, nocne wypociny.
____
Tagi:
przemyślenia
05.02.2012 o godz. 11:53


